Psychologia

Wytrwałości!

Miesiąc temu zaproponowałam Państwu wprowadzenie trójstronnego kontraktu między młodym biznesmenem, czyli uczniem nadpobudliwym a przedstawicielem jego szkoły i jego rodziny. Obserwuję zmiany w zachowaniu kilku uczniów gimnazjum w Warszawie i jednego w mieście na północy Polski. W ciągu pierwszych dwóch tygodni stosowania wynegocjowanego kontraktu strony odczuwają zmiany w postawach wobec problemów związanych z nauką szkolną. Strony czują się uwalniane od nadużyć emocjonalnych spowodowanych wzajemnym obwinianiem się. Zapętlenie obwiniania spowodowane jest bowiem w znacznej mierze niedookreśleniem ról i zadań z nich wypływających. Wszystkim stronom kontraktu bardzo potrzebne jest właśnie „odbarczenie” od poczucia winy. Mogą współpracować bez obciążeń. Szybko pojawiają się pierwsze, uskrzydlające sukcesy. Okupione są dużym wysiłkiem wszystkich. Zdarza się, że dalszy scenariusz rozwija się w dwóch kierunkach:

1.Ambicje rosną. Wydaje nam się, że dziecko stać na wiele więcej, niż sądziliśmy do tej pory. Realizujemy złowieszczą maksymę: „nadgorliwość gorsza od faszyzmu”.

2. Napawamy się nowym szczęściem w myśl maksymy „trwaj chwilo”.

Najtrudniej jest zastosować zasadę „złotego środka”. Tytułowy apel o wytrwałość nie wystarczy do uchronienia dziecka przed skutkami obu kierunków rozwoju wydarzeń.

Proponuję skorzystać z doświadczeń ludzi w podobnych sytuacjach.

Ad 1. Uczeń trzeciej klasy gimnazjum po propozycji wynegocjowania kontraktu szybko uwewnętrznił normę osiągnięć szkolnych w imię dobrze pojętego własnego rozwoju. Gdy przekonał się, że może uzyskać lepsze oceny i uznanie dzięki swojej wytężonej pracy uznał, że nie potrzebuje nagród od rodziców. Staje już się dorosły i jemu samemu zależy na dobrych ocenach. W miejsce dotychczasowych jedynek i naciąganych dwójek zaczął otrzymywać w pierwszym semestrze mocne dwójki i trójki, a z niektórych przedmiotów nawet czwórki i sporadycznie piątki. „Podpuszczany” przez mamę wywindował swoje ambicje do poziomu czwórek i piątek na koniec roku szkolnego. Mama nie chciała uwzględnić rzeczywistych możliwości syna i wzmacniała jego zawyżone wyobrażenie o sobie. Powstała znacząca rozbieżność w ocenie sytuacji między szkołą a naszym Jurkiem. Nauczyciele uznali bowiem, że chłopiec wreszcie osiąga wyniki na miarę swoich możliwości. Część dobrych ocen miała informować o docenieniu wysiłku. Spodziewali się z jego strony okazywania radości, satysfakcji z wyników wspólnej pracy. Byłam obecna przy rozmowie z Jurkiem o jego postępach z podstawowego przedmiotu. Pani wymieniła jego różne, nawet drobne osiągnięcia i chwaliła za starania. Z wyrazem życzliwości powiedziała, że może mieć trójkę na koniec roku szkolnego o ile wytrwa w pracy. Nasz bohater odważył się powiedzieć o swoich ambicjach. Zaskoczenie pani było tak duże, że określiła wyraźnie różnice między poziomem prac jego i uczennicy z mocną czwórką. Wyraziła opinię, że chłopiec nie jest w stanie nadrobić teraz wieloletnich zaniedbań. Obie osoby wysyłały mocne niewerbalne sygnały przeżywanych uczuć.

Dziecko z zespołem ADHD nie potrafi hamować, rozpędza się niebezpiecznie aż do wyczerpania lub ostrego zatrzymania przez potężną przeszkodę. Opiekunowie mają harmonizować rozwój dziecka. Za błędną ocenę rzeczywistości zapłacą wszystkie strony. Cierpienie dziecka będzie jednak ogromne, bo ono przecież niczego nie potrafi hamować, uczuć też.

Ad. scenariusz 2. Uczeń pierwszej klasy gimnazjum z ochotą przystąpił do wypełniania swoich zadań ujętych w kontrakcie. Zdobył kilka dobrych ocen zanim jeszcze utrwalił na komputerze ostateczny zapis tego dokumentu. Na końcu napisał: „mamo, pierwszy raz wróciłaś z wywiadówki zadowolona, zawsze byłaś taka zła”. Temperatura uczuć w domu wzrosła. Po miesiącu mama przestała sprawdzać wpisy w zeszytach na temat zadanych prac domowych. Uskrzydlona sukcesem przeprowadziła z synem rozmowę o jej miłości i zaufaniu do niego. Wyraziła wiarę w jego wytrwałość i dotrzymanie obietnicy sumiennego wywiązywania się z obowiązków szkolnych. Potem pytała tylko, czy odrobił lekcje, jakie oceny otrzymał i co było w szkole. Po następnych trzech tygodniach chłopiec z większości przedmiotów miał najwięcej minusów za nieodrobione prace domowe z całej klasy. Przybyło jedynek, a piątek niestety nie. Nauczyciele mówili, że na lekcjach nie pracuje, zachowuje się niespokojnie.

Dziecko z zespołem ADHD żyje tylko chwilą teraźniejszą. Powstrzymanie się od pokus wymaga od niego wysiłku tak dużego, że jest w stanie tego dokonać tylko przy stałym wsparciu osoby znaczącej. Wsparcie polega na ciągłym i rzeczywistym okazywaniu zainteresowania. Trzeba naprawdę zobaczyć, co dziecko ma w zeszycie, dowiedzieć się, co powinno mieć, usłyszeć, co umie, sprawdzić, czy jego deklaracje pokrywają się z rzeczywistością.

Czarny scenariusz przewiduje teraz sceny rodzinne mocno raniące wszystkich, zwłaszcza dziecko. Ono reaguje impulsywnie, również w sferze uczuć. Mama tego chłopca przyjęła ze zrozumieniem informacje o sytuacji psychologicznej syna. Po prostu powiedziała mu, czego dowiedziała się w szkole. Ogłosiła powrót do codziennego sprawdzania realizacji postanowień kontraktu.

Dziecko nadpobudliwe naprawdę żyje chwilą. W ciągu następnego tygodnia chłopcu przybyły dwie piątki, jakieś czwórki, trójka z plusem z klasówki…

Trzeba uczyć się zrozumieć świat odczuć i ograniczeń dziecka. Ono bardzo boi się odrzucenia. Istnieje tylko o tyle, o ile czuje się ważne dla osób znaczących. Mama, kiedy mówi, że zaufa odpowiedzialności dziecka i nie będzie odbierać zmysłami efektów jego codziennego trudu, informuje je o czymś innym. Ona „wykręca się” od opieki. Pozbawia je swojej uwagi. Pozoruje troskę, a dziecko pozoruje wywiązywanie się z zadań.

Jak hodować cierpliwość i wytrwałość? Pielęgnujmy je jak delikatne rośliny, uczmy się czerpać zmysłową i poznawczą radość z czynności, które wykonujemy współpracując z dzieckiem.  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *