Psychologia

ŻEBY SUKCES RODZIŁ SUKCES

Dziecko z zespołem nadpobudliwości z zaburzeniem uwagi ( z angielska ADHD i ADD) ma niskie poczucie własnej wartości, ponieważ nie jest w stanie sprostać wymaganiom ze strony szkoły i domu. Częste porażki zniechęcają każdego do podjęcia kolejnego wysiłku. Dotyczy to także rodziców i nauczycieli. Sukcesy – choćby nieliczne – stanowią trampolinę dla wytęsknionych osiągnięć. Wzmacniają podopiecznych i ich opiekunów. Umiejętne posługiwanie się sukcesem wymaga poznania jego natury. Jest to nietrudne od strony poznawczej, bowiem wynika z właściwości zespołu ADHD i ADD.

  1. Sam fakt wystąpienia sukcesu u dziecka jest trudny do przewidzenia, bo takie jest na ogół całe zachowanie.

  2. Sukces pojawia się jako wynik zadań cząstkowych, ponieważ dziecku brakuje wytrwałości.

  3. Bardzo podobne zadania mogą zakończyć się sukcesem lub porażką, bowiem postępowanie dziecka jest bardziej zależne od nastroju chwili, niż od przeszłych doświadczeń.

  4. Sukces bywa osiągany częściej w zadaniach trudnych merytorycznie, wymagających twórczego myślenia i wysokiego poziomu inteligencji. Rozwiązując takie zadanie dziecko się wreszcie nie nudzi i mobilizuje umysł do wykorzystania nabytych umiejętności.

  5. Najrzadziej udaje się podołać zadaniom żmudnym, powtarzalnym, które nużą i doprowadzają do „białej gorączki”.

  6. Sukcesy nieakceptowane społecznie dziecko osiąga, gdy próbuje sprostać wymogom drogą „na skróty”. Oszukuje aby uniknąć nużących obowiązków.

  7. Spektakularne sukcesy osiąga dziecko realizując psoty pod wpływem impulsu chwili, nastawione na choćby „tani poklask”. Czyni tak, by być zauważone za wszelką cenę.

Lista sposobów na zwycięstwo okazała się wcale niemała. Skąd te porażki? Prześledźmy zabiegi wychowawcze starającej się pani, czy kochającej mamy, które tworzą i utrwalają przedstawioną wyżej sytuację. Dorośli przede wszystkim rozliczają dziecko z końcowego wyniku. Zadanie z przedmiotu ścisłego na klasówce, porządek w pokoju, planowe działanie są zmorami nękającymi obie strony. Wysiłki są umniejszane, wręcz niweczone niszczącą oceną w/g schematu: „ I co z tego, że …skoro .” Dziecko nadpobudliwe nie widząc dla siebie szans na prawidłowe ukończenie pracy, rezygnuje z wysiłku w myśl wpajanego mu właśnie przekazu: „ po co mam się trudzić, skoro…” Proponuję oceniać punktami rozwiązania cząstkowe. Ocena końcowa będzie zależała od sumy zdobytych punktów. Od razu będzie też wiadomo, co zostało wykonane dobrze. Wielu nauczycieli postępuje już w ten sposób, być może pod wpływem mody na sprawdziany testowe.

W domu możemy stosować podobną zasadę. Rozliczamy dziecko za uporządkowanie poszczególnych elementów, wykonanie konkretnych podpunktów domowych obowiązków. Jest to możliwe po uprzednim starannym określeniu całej struktury zadań.

I tu natykamy się na zmorę monotonii. Nasze dziecko zrobi wszystko, by się jej wyrwać. Woli osiągać sukcesy nieakceptowane społecznie, niż dać się zadręczać robieniem tego, co go nie obchodzi. Zabiegi wychowawcze muszą zmierzać do zainteresowania dziecka zadaniami cząstkowymi. Sprzyja temu wymienione wcześniej ocenianie poszczególnych etapów. Każdy, kto pracuje z dzieckiem nadpobudliwym musi podjąć trudne wyzwanie znajdowania i tworzenia pozytywnych związków emocjonalnych z zajęciami, traktowanymi do tej pory jako „beznadziejne”. Stanowi to okazję do własnego rozwoju. Uczymy się dostrzegać urodę i wartość rzeczy małych, cieszyć się światem konkretów, szanować drobne wydarzenia i ich bohaterów, czyli nas samych. Małe jest piękne. Wyostrzamy swój dowcip i zmysłowość, stajemy się bardziej wrażliwi na nastrój chwili dziecka i swój.

Rozpatrzmy przykład bałaganu w pokoju. Na pierwszy rzut oka jest tu chaotyczny zbiór rzeczy w tej chwili niepotrzebnych, więc dziecko nadpobudliwe użyje swojej pomysłowości, aby wykręcić się od układania ich. Wymóg utrzymywania porządku traktuje jako przemoc. Zadaniem całej rodziny jest wzbudzić i rozwinąć w dziecku radość obcowania z przedmiotami dla ich własnej wartości. W porze dobrego nastroju okazujemy zainteresowanie jakimś „zarzuconym” drobiazgiem. Prowokujemy rozmowę na temat jego przydatności, historii, podobieństwa do czegoś nam bliskiego, opowiadamy o własnych przeżyciach związanych z tym przedmiotem i naszym dzieckiem jakiś czas temu. Być może bawiło się nim starsze rodzeństwo, wykorzystujemy okazje do wspominek rodzinnych, czy towarzyskich. Pomagamy dziecku zadbać o ten przedmiot. Zauważamy, wzdychając ciepło, że jeszcze dużo jest tu ciekawych rzeczy do zadbania o nie, a trzeba niestety zająć już się czymś innym ( ustalamy własne granice). Wyrażamy nadzieję, że dziecku uda się samemu ułożyć pięknie coś jeszcze. Obiecujemy pomóc, gdy zostaniemy poproszeni. Praktycznie jest do tej pomocy wciągnąć rodzeństwo i zaprzyjaźnionych rówieśników. Nie zapominajmy też o nagrodach uzgodnionych wcześniej z dzieckiem. Najbardziej wartościowe polegają na budowaniu więzi poprzez atrakcyjne spędzanie czasu, a nie wydawanie pieniędzy. Dobieramy argumenty i język do wieku dziecka. Właśnie czas i zainteresowanie jest najcenniejszą walutą, rozwija poczucie własnej wartości. Tłumaczenie się pogonią za pieniądzem i „płacenie” dziecku za brak czasu na miłość prowadzi do postawy roszczeniowej i poczucia zagrożenia.

Ważnym rodzajem sukcesu jest ten, który wynika z twórczej natury człowieka nadpobudliwego. Chociaż uczeń sprawia wrażenie, że nie uważa na lekcji, udziela błyskotliwej odpowiedzi na trudne pytanie. Wzbudza tym w nauczycielu sprzeczne uczucia. Radość, że ktoś w klasie jest w stanie dojść do danego wniosku i złość, że po chwilowym zainteresowaniu się lekcją „zdolny leń” znów się wyłącza. W interesie obu stron leży przedłużenie tej chwili. Warto z nią popracować. Zapytać, jakiej wiedzy użył do uzyskania tej odpowiedzi, nauczyć go wyrażać pełnymi zdaniami intuicyjne myśli. Skorzysta też na tym cała klasa. Warto ustawić ucznia w roli kogoś ważnego, potrzebnego. Da to dziecku siły do sprostania nudniejszemu zadaniu zapisania w zeszycie tego, co trzeba. Za wykonanie tego zadania również trzeba dziecko pochwalić, tylko już indywidualnie, w sposób kameralny. Czynimy to, żeby je wyciszyć, wdrożyć do codziennej pracy.

Post scriptum :Po wakacjach czas na sukces. Z rozmów z nauczycielkami kilku szkół wiem, że chciałyby umieć z nim pracować Po szkoleniu u dr Wolańczyka starają się bardzo i urządzają przesadnie głośne fajerwerki po każdym najmniejszym pozytywnym zachowaniu. W efekcie dziecko buntuje się przy braku nieustającego głośnego zachwytu, a klasa zaczyna je odrzucać. W przyrodzie ważny jest umiar, a diabeł tkwi w szczegółach, które starałam się trochę przybliżyć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *